Link :: 2005.08.06 :: 17:37:24
lenię się. staram się robić raczej nic i nie czytam nawet dla przyjemności. i wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że ilość wieczorów w życiu jest ograniczona. czasami wyjdę gdzieś z Nimi, a raczej z Nią, bo od Tamtej muszę odpocząć. z Nim oglądam filmy, kłócę się i tłumaczę Mu nad ranem, że nie ma prawa zasypiać wcześniej ode mnie. jemy też lody w białych filiżankach. waniliowe z mrożonymi truskawkami. już zawsze będę mrozić truskawki. dwudniowa dieta nie poskutkowała. uznajmy to za znak. bardzo kalorycznie uczciłyśmy trzeciego sierpnia i bardzo upojnie Nam z tym było. przynajmniej urośnie Nam B.
sny oscylują wokół ciąży. pcham wózek w markecie i myślę o dziecku. boli mnie miednica i czuję się jak w ciąży. i najgorsze. oglądam klub młodej mamy. już drugi miesiąc nie mam okresu. i nie jestem w ciąży.
Komentuj (9)


Link :: 2005.08.15 :: 21:20:06
dwie niedziele. wstawanie za pięć czwarta bądź niekładzenie się wcale. i wbrew pozorom podobało mi się bardzo. te orzeźwiające poranki, wschody słońca oglądane przez szybę w samochodzie, bo nie trzeba patrzeć pod nogi. a później telepotanie kolanami. próbowałam je zatrzymać, ale przechodziło na dłonie. i bardzo lubię steropianowe kubki. i te ogromne, koślawe plastry cytryny. praca była lekka, gorzej z wydawaniem. bo niewiele można za sto złotych. dlatego wydawałyśmy głównie na jedzenie. shake’i czekowiśniowe. mrr. i nadziewane rogaliki i takie tam różne na wagę. i chrupki i lody. zdecydowanie za dużo lodów. i dobrze Nam razem, we dwójkę. czasami tylko moja zazdrość zniszczy co nieco. mamy ogromne plany. własna galeria. pheh. będzie coś z bałamutami i z kajmanem. bałamuty pod kajmanem? szkoda tylko, że wszystko takie słomiane. najbardziej w życiu lubię sobie wyobrażać. przecież nie powiem, że marzyć.
Komentuj (14)


Link :: 2005.08.18 :: 23:39:28
zamiast żółtych kół widzę zielone kwadraty. wszyscy są w przeciwnej drużynie, chociaż to tylko zabawa. i jak zwykle nikt nie zauważa, że tylko żartuję. a później jestem tam, gdzie być nie lubię. i sytuacja jedna, krótka, banalna, po której okazuje się, że rozumiem Go tylko ja i chwyta mnie za dłoń. zabiera mnie do pokoju, który powinien być dachem i wypatruje gwiazd na suficie. słuchamy muzyki. i budzę się z tym samym co zawsze okropnym przeczuciem, że jest już bardzo późno. nie wstaję, bo wiem, że nie będzie wiele przyjemniejszych momentów tego dnia. usprawiedliwiam się, że rozmawialiśmy do trzeciej. ale oczy już nie błyszczały, serce nie stukało intensywniej. a. a imię ma zwyczajne takie.

jaki mamy dzień tygodnia? lubię umiejscawiać się w czasie. środa albo czwartek. nigdy nie wiem kiedy jest czwartek albo raczej kiedy wypada środa.

chciałabym skończyć trzy kierunki i mieć conajmniej troje dzieci.

kolejne niewymarzone lato się kończy. i wszystko inne też. bo chcę. ale nie ma nic wzamian. wyczerpałam wszystkie dostępne przyjemności. bez fascynacji i chęci - stoję. nie jem bez wisienki.
Komentuj (16)


Link :: 2005.08.21 :: 21:52:35
uśmiecham się. dotykam swoich włosów i ust. czuję zapach powietrza i ten dziwny, słodki smak na języku. okno otwarte na oścież. delikatny materiał firanki co jakiś czas głaszcze mnie po ramieniu. za oknem ten sam co zwykle granat mieniący się pomarańczą i kilka jaśniejszych punktów.

zaczęło się wczoraj. kiedy otworzyłam jeden z moich intymnych zeszytów. ten, w którym zapisane jest tylko kilka stron, ołówkiem. wszystko co najważniejsze w skórzanej oprawie. i przeczytałam. i znowu poczułam się tak jak wtedy. wtedy kiedy widzę i czuję intensywniej. kiedy wszystko pojmuję w jednej chwili. nie wiem czy zjadam to z poranną jajecznicą czy wypijam z wieczorną herbatą.
było bardzo późno. pobiegłam po skalpel do łazienki. nie chciałam nikogo budzić. znalazłam ten co trzeba złoty ołówek. i zaczęłam go ostrzyć. jak zawsze i jak najbardziej. wypisałam kolejne życie.

minęły prawie trzy miesiące. poczułam Jego szept na moim uchu. słyszałam jakby mniej. nagle zorientowałam się, że zaczął mówić o tym o czym nie powinien. czego się najbardziej bałam. przeszły mnie ciarki. zmarszczyłam brwi. pięknie mówił.
odeszłam od konfesjonału niepewnym, ale szybkim krokiem. byłam rozpalona i trzęsły mi się ręcę. wszyscy na mnie patrzyli albo przynajmniej o mnie myśleli. mogłabym przysiądz. poczułam łzę na policzku. trzy razy wycieraną.

Komentuj (15)


Link :: 2005.08.28 :: 00:44:46
pierwszy raz po raz drugi.
tak jak myslałam dzień po odzyskałam swoją kobiecość. miałam zrobić porządki. miejsce na nowe elementy tego samego życia. zamiast tego wielkie szczęście, ból i francuskie filmy. naleśniki z dżemem i cukrem pudrem, takie same, jakie wąchałam na Helu. truskawki na ulubionych dżinsach i ulubiony, koronkowy, czerwony stanik wystający zza dekoltu tej ulubionej bluzki.
a wieczorem w stronę morza i mokre, poduszkowe magnolie.

wieczór działkowy. sześć kobiet, dużo jedzenia, bardzo dużo kalorii, eska, wydeptana trawa, wszystkich wspominanie mojej nietrzeźwości.

nieprzyzwoita pora. las. kilkanaście milimetrów pająka. ściany pajęczne. opajęczone. szatany, czerwone kapturki i żółty bonus.

późne wieczory między nastoletnimi blokami. poważne rozmowy w niepoważnych miejscach. bez ironii. chcemy być same. bez cynizmu.

kupujemy plecaki w kwiatki i płatki kolacyjne. nie stać nas na złoty lakier do paznokci u stóp,
a na żółty do rąk to już w ogóle. Ona znowu lubi goździki.

między muszlami czytam zieloną milę limonkową.

Komentuj (28)


księga



pajacyk
polskie serce
okruszek

ownlog.com
fotolog.pl




2009
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec